Nie zmarnuj głosu, oddaj go na Byczkowskiego

Trzeba zgody polsko-polskiej
16 września 2011
Spotkanie z Solidarnością
28 września 2011

Kampania wyborcza trwa. Kadencja obecnego parlamentu dobiega końca. Jeszcze niecałe trzy tygodnie i poznamy „nowe rozdanie” w politycznej układance. W mediach krajowych emocje kampanijne stają się coraz większe. Już dziś zalewają internet, gazety i telewizję reklamy wyborcze.

Wydaje się, że tak zmasowaną kampanią politycy osiągają zupełnie inny cel i zniechęcają do wyborów. Sondaże wskazują na małą frekwencję. Ludzie są zniechęceni polityką ogólnokrajową. Zadają sobie często pytanie o sens pójścia na wybory. Czy uczestnictwo w nich cokolwiek zmieni, czy w czymś pomoże? Właśnie może teraz warto zadać sobie pytanie: Po co nam poseł? Czy potrzebujemy reprezentanta naszego regionu w parlamencie? Czy chcemy w Sejmie mieć człowieka, który jest związany od lat z powiatem brzeskim zawodowo i prywatnie? Czy jest ważne, aby mieszkaniec naszego regionu reprezentował nas w Warszawie? Z pozoru odpowiedź wydaje się prosta. Oczywiście, że powinniśmy kogoś tam mieć!

Ktoś „nasz” tam „u góry” pewnie by się przydał. Zawsze mógłby być takim „głosem z dołu”. Może udałoby się mu coś dla naszego powiatu, dla Brzegu, Lewina, Grodkowa, Skarbimira, Lubszy i Olszanki uzyskać? Może łatwiej byłoby wskazać rządzącym, jakie mamy u siebie najbardziej palące potrzeby? Może dzielone przez rząd i jego różnego rodzaju agendy i instytucje pieniądze w większym zakresie dotarłyby do naszego powiatu?

Ktoś od razu, też słusznie, zapyta: a co może taki jeden z 461 posłów zrobić sam? Przecież tam „u góry” to jest jedna wielka machina. Pojedynczy parlamentarzysta to w zasadzie taki „mały trybik” w tej machinie. Powie ktoś, że jego rola polega tylko na „podnoszeniu ręki” podczas głosowań, że decyzje zapadają w wąskim gronie, a jego wpływ jest minimalny. Pewnie w jakiejś części tak jest.
Jedno jest jednak pewne. Nie mając posła z naszego regionu, na pewno nie mamy żadnej szansy, żeby być bardziej „słyszalnym”!
Mając zaś posła mamy już pewną szansę. Być może małą, ale jednak mamy. I chociażby z tego powodu powinniśmy na takiego kandydata głosować. Mimo że ma jakiś znaczek partyjny, mimo że będzie w jakiejś politycznej „drużynie”, mimo że będzie w wielu sprawach musiał głosować według dyscypliny partyjnej. Niestety, mamy taki a nie inny system wyborczy. Głosujemy nie na ludzi, tylko na listy. Całe listy kandydatów zdobywają poparcie i w zależności od niego dany komitet zdobywa odpowiednią ilość mandatów, które przypadają osobom, które zdobyły największą ilość głosów w danej liście. To promuje w oczywisty sposób osoby będące na czele list. Prawie pewnym jest, że osoba znajdująca się na czele takiej listy zostaje posłem. Dlatego też centrale partyjne same decydują o obsadzeniu tych miejsc. Stąd na przykład na opolskiej liście PiS-u mamy na pierwszym miejscu tak zwanego „spadochroniarza”.

Osobę kompletnie nie znaną ze swej działalności w naszym regionie, ale prawdopodobnie ważną dla jakichś układów partyjnych w Warszawie. W całym kraju jest takich przykładów, nie tylko oczywiście w PiS-ie, wiele. Stało się to już niejako normą przy każdych wyborach. Powstała nawet w największej wirtualnej społeczności, czyli Facebooku  akcja społecznego sprzeciwu wobec dyktatu partyjnego, który powoduje, że większość mandatów poselskich jest obsadzona jeszcze przed wyborami. Pod hasłem STOP JEDYNKOM studenci i pracownicy wyższych uczelni namawiają, by nie głosować na liderów list. Czy Facebookowa akcja „Stop jedynkom” może okazać się skuteczną bronią wyborczą? Patrząc na ilość osób, które poparły ją w Internecie, można mieć taką nadzieje.

Można dzięki temu też mieć nadzieję, że w skali „mikro”, nie w skali całego kraju coś podobnego może się udać w naszym powiecie. Żeby tak się stało, musimy, mimo różnic politycznych, mimo sympatii partyjnych zagłosować na kogoś, kto ma szansę, na kogoś kto ma doświadczenie i swoją dotychczasową pracą dał temu świadectwo. Patrząc na kandydatów z naszego powiatu prawie oczywistym wydaje się jeden kandydat. Chodzi o Dariusza Byczkowskiego, który startuje z list Prawa i Sprawiedliwości na miejscu 6. Dlaczego uważam, że to on, a nie ktoś inny? Po pierwsze, ma wysoką, jak na reprezentanta naszego powiatu, pozycję na liście wyborczej. Do tego jest na liście wyborczej partii, która w naszym województwie będzie walczyła, tak na razie wskazują sondaże, o trzy, a może nawet cztery mandaty. W PO, która lideruje sondażom i w województwie ma szanse na 5 mandatów, kandydat z naszego powiatu jest dopiero na 9 miejscu.

Pozostałe partie, jak choćby SLD czy PSL, walczą o jeden lub dwa mandaty. Tam największe szanse mają, niestety, liderzy list i pewnie nawet nasz, wszystkich mieszkańców powiatu wspólny głos na kandydata nie za wiele by pomógł. Po drugie, doświadczenie i dorobek zawodowy. Dariusz Byczkowski z pewnością ma jedno i drugie na swoim koncie. Pokazał to działając przez lata w samorządzie lokalnym, a potem wojewódzkim. Nie bez kozery burmistrz Brzegu Wojciech Huczyński, mówiąc o Byczkowskim i porównując go do innych kandydatów z naszego regionu, nazwał pozostałych NO NAME. Rzeczywiście, przy całym szacunku do osiągnięć i dorobku pozostałych kandydatów, zasługi Byczkowskiego są nieporównywalne. Wspomnieć choćby należy jego wkład w takie inwestycje na terenie naszego powiatu, jak: hala gimnastyczna w Lubszy, czy w nasz brzeski stadion. Po trzecie, Byczkowski jest koncyliacyjny. Potrafi dogadywać się nawet z opozycją. Nie jest głuchy na argumenty. Na pewno nie jest typem partyjnego aparatczyka, który bezrefleksyjnie będzie podnosił rękę zgodnie z wytycznymi centrali.  Po czwarte zaś, za tym kandydatem przemawia statystyka. Byczkowski co wybory osiąga coraz lepszy wynik. W ostatnich wyborach do sejmiku województwa zdobył ponad 5500 głosów. Najwięcej z PiS-u. Był top piąty wynik wśród radnych sejmiku wojewódzkiego. To wszystko przemawia za Byczkowskim. Jednak, aby mógł zostać posłem, musi choć w jakiejś części zdobyć głosy tak zwanego „niepisowskiego” elektoratu. Sam na niego głosując, będę miał, jak mawia prezes tej partii „absmak”. Popieram tym samym bowiem PiS, czyli partię, której sympatykiem nie jestem. Tylko czy nie czas w końcu głosować za ludźmi, za konkretną osobą, a nie za znaczkiem partyjnym? Może głosujmy tak, jak zachęcał do tego niedawno starosta Stefański, który popierając kandydata powiedział, że głosując na Byczkowskiego nie głosujemy za PiS-em. Dla niego Byczkowski jest w partii, która nazywa się powiat brzeski. Ta partia ma teraz szansę na sukces. Nie wolno tego zmarnować.

źródło: panorama.info.pl