Stać nas na posła

Ruszyła kampania
16 sierpnia 2011
Brzeżanie na Konwencji Prawa i Sprawiedliwości
25 sierpnia 2011

Realna szansa na posła z powiatu brzeskiego. Należy ją dobrze wykorzystać.

Rozmowa z Dariuszem Byczkowskim, dyrektorem II Liceum Ogólnokształcącego w Brzegu, radnym Sejmiku Wojewódzkiego, kandydatem Prawa i Sprawiedliwości do Parlamentu.

Paweł Kowalczyk: Dlaczego zdecydował się Pan kandydować do Sejmu?

Dariusz Byczkowski: Jest kilka powodów, dla których zdecydowałem się na kandydowanie. Po pierwsze. Komitet Polityczny Prawa i Sprawiedliwości zobligował wszystkich radnych wojewódzkich będących członkami partii do startu w zbliżających się wyborach parlamentarnych. W związku z tym, a także  biorąc pod uwagę moje wyniki we wcześniejszych wyborach, przewodniczący naszej partii w województwie – Sławomir Kłosowski zaproponował mi udział w tych wyborach. Po drugie. Patrząc na naszą regionalną scenę polityczną, zwłaszcza biorąc pod uwagę wymiar geograficzny, łatwo można zauważyć, że od nastu lat powiat brzeski nie ma w Sejmie swojego reprezentanta. Inne ośrodki, takie jak chociażby Namysłów, Nysa czy Kluczbork potrafią wykreować liderów, a my nadal nie. Powiat brzeski ciągle nie ma posła. To powoduje, że jego problemy nie są w Sejmie znane, czy też dobrze słyszalne. Nie ma odpowiedniej siły przebicia.  Niestety, sprawdza się tu całkiem realnie powiedzenie, że nieobecni nie mają racji. Oczywiście, pracując zawodowo oraz sprawując obecnie funkcję szefa klubu radnych PiS oraz przewodniczącego komisji rewizyjnej w Sejmiku Wojewódzkim, mówiąc kolokwialnie – mam, co robić. Jestem ze swojej działalności społecznej i politycznej zadowolony, realizuję się w niej. Jednakże z drugiej strony rodzi się pytanie: jeśli nie teraz, to kiedy? Czy nie warto skorzystać z takiej szansy dla naszego powiatu? Zwłaszcza, że prawdopodobnie będę miał wysokie miejsce na liście, co jeszcze bardziej zwiększa szanse i moje i naszego powiatu.

Być może. Jest Pan jednak przedstawicielem partii politycznej, która nie prowadzi w sondażach…

Dariusz Byczkowski: Tu nie chodzi o sondaże czy podziały polityczne. Ja, oczywiście, jestem członkiem PiS i identyfikuję się z tym ugrupowaniem. Chcę jednak jasno i wyraźnie powiedzieć, że chciałbym być kandydatem całej społeczności, kandydatem z powiatu brzeskiego, kandydatem ponadpartyjnym. Takim, który zawalczy w przyszłości o sprawy naszego regionu. Drogi, mosty i inne inwestycje nie mają żadnej barwy politycznej. Powinny służyć ludziom. Powinny dla nich być budowane. Patrząc obiektywnie, można przecież powiedzieć, że każda partia polityczna, albo ich zdecydowana większość, w swoich programach zakłada działanie na rzecz wspólnego dobra obywateli. Różnimy się, oczywiście, pomysłami. Mamy inne priorytety. Co innego dla nas jest rzeczą ważniejszą, a co innego będzie najistotniejsze np. dla członka PSL-u czy SLD. Najważniejsza jest jednak umiejętność znalezienia kompromisu. Szkoda tylko, a na to już nie mam wpływu, że debata polityczna tak bardzo się zaostrzyła ostatnimi laty. Wierzę, że przy okazji tych właśnie wyborów parlamentarnych, mieszkańcy naszego powiatu nie będą kierować się sondażami czy przesłankami politycznymi, nie będą tak bardzo zwracać uwagę na znaczek partyjny, ale popatrzą na kandydatów także pod względem interesów lokalnej społeczności. Swoją działalnością w Sejmiku udowodniłem, że potrafię być skuteczny i że działam na rzecz interesu naszej lokalnej społeczności. Wydaje mi się, że jestem osobą rozpoznawalną. Ludzie wiedzą, co do tej pory zrobiłem jako radny, czy jako dyrektor liceum. Nie ma takiej potrzeby ani też sensu, abym wygłaszał manifesty czy mamił ludzi jakimiś nierealnymi programami. Ja chcę walczyć dla tej społeczności. Chcę wykorzystać swoje doświadczenie samorządowe. Myślę, że to są moje atuty.

Pan rzeczywiście wierzy, że może zostać posłem?

Dariusz Byczkowski: Gdybym nie wierzył, to nie rozmawialibyśmy dziś o moim kandydowaniu. Ludzie chyba z poprzednich wyborów wyciągnęli wnioski. To była dla nich gorzka lekcja. Myślę, że nie popełnią już takich błędów. Kilkanaście tysięcy ludzi zagłosowało na przykład na panią Lenę Dąbkowską-Cichocką, kandydatkę z Warszawy, tzw. spadochroniarza – obecnie członka PJN-u. I co z tego wynikło? Czy warto głosować na takich kandydatów? Nie pojawiła się ani razu nawet w naszym mieście. To stracone głosy, energia i nadzieje ludzi. Wydaje mi się, że nadszedł chyba czas na takich kandydatów, dla których, tak jak dla mnie, istotne są sprawy regionu, w którym żyją na co dzień. Wówczas jest duża szansa, że sprawy te można na gruncie centralnym podnieść, umocnić i wesprzeć w realizacji. Mam takie sygnały i to tak naprawdę dodaje mi wiary i sprawia, że widzę w tym wielki sens. Kiedy okazało się, że będę kandydować, otrzymałem sporo głosów poparcia od młodych ludzi, od absolwentów liceum, którym kieruję już od 12 lat. Jeden z nich napisał do mnie maila, z wyrazami poparcia. Twierdził, że będzie namawiał znajomych do głosowania na mnie, mimo że sam raczej jest sympatykiem PO. Swój mail zakończył taką rymowanką, a zarazem hasłem: „Nie dajmy się zrobić w osła, – Brzeg musi mieć posła”. Muszę tak szczerze powiedzieć, że właściwie po tym mailu podjąłem ostateczną decyzję o kandydowaniu.

W takim razie życzę sukcesu i dziękuje za rozmowę

żródło: www.panorama.info.pl